09 maja 2013

Janek haftuje 2

Trzeba przyznać, że zapał Jaśka nie opuszcza. :-)
Czas wolny (matury - wolne trzy dni od zajęć szkolnych) sprawił, że obrazka przybyło :-)
Nie powiem, zdarzają mu się słabsze chwile, zwłaszcza gdy nitka się poplącze. Brzydko wtedy mamrocze pod nosem.
Mam masę radości obserwując go podczas pracy i znienacka robiąc mu zdjęcia :-) Jego wzrok i miny bezcenne - tak jak i uczucia, które wywołuje we mnie jego zaangażowanie.
Obiecywałam sobie, że każdy ukończony kolor uwiecznię na zdjęciach. Niestety sama nie wiem jak to się stało, że kompletnie przegapiłam etap zieleni. Może, dlatego że było ich tak mało?


Na początku, zwłaszcza widać to właśnie na zieleniach, Janek zaczął haftować krzyżyki każdy w inną stronę. Tak było mu wygodniej i szybciej ;-) Jednak po moim gderaniu zmienił styl i praca momentalnie nabrała gładkości. Czas go goni, koniecznie chce skończyć przed urodzinami by można było jeszcze uszyć poszewkę. Obrazek ma być ozdobą małej podusi :-)

* * * * *
 Janek dziękuje za Wasze słowa pełne entuzjazmu!

Aniu - Jaśki to Jaśki :-) Super chłopaki z nich są a potem i fajni mężczyźni. Twój też taki będzie :-) Może zamiast haftować będzie szył?
Justa - I to jak zaskakują! Szybciej myślałam, że papiery i sznurki zagarnie by stworzyć jakąś zakładkę a tu proszę, dziecko ambitnie do sprawy podeszło. Moje podszeptywania, że może by perfumy, albo błyszczyk? Zbył pogardliwą miną i słowami, że taki prezent to każdy może kupić!
Kalliope - Też mam nadzieję, że doceni :-)
Madziula - Jeszcze troszkę pracy go czeka :-)
Pelasiu - Z pewnością ukończone dzieło pokażę, to i dla mnie pamiątka, bo jakby nie było tylko zdjęcia  zostaną :-)

06 maja 2013

Janek haftuje!

Nadszedł dzień, którego się raczej nie spodziewałam. Mój syn szukając oryginalnego prezentu urodzinowego dla swojej lubej, przyszedł do mnie i poprosił o wyszukanie łatwego wzoru do wyhaftowania. Życzenie miał konkretne. Miało być serce i róże. Na szczęście poszukiwania idealnego wzoru nie trwały długo i mógł zacząć. Żeby było mu łatwiej, znalazłam kawałek aidy 14, materiał naciągłam na tamborek i proszę, oto pierwsze krzyżyki zrobione ręką mojego piętnastolatka:

Janek jestem z Ciebie dumna! 

24 lutego 2013

Oddam albę.

Robiłam porządek w szafie i w oczęta wpadła mi komunijna alba mego Jaśka.
Chłop już z niego spory, mamuśkę przerósł, u Komunii był dość dawno temu, znaczy albę najwyższy czas przekazać dalej.

Długa, z długimi rękawami i kapturem. Na długość ma 115 cm, krój ma literę A, długość rękawa od ramienia 48 cm. Z przodu krótki zamek pod szyją. Rękawy i dół alby mają 4,5 cm podwinięcie. Złoty sznur do przewiązania w pasie.

13 stycznia 2013

Archiwum (3)

Przeglądając foldery ze zdjęciami haftów zorientowałam się, że są jeszcze takie, których Wam nie pokazałam. Nie pokazałam a powstały jak nic ze cztery lata temu. Dziś pierwszy z nich, od dawna  cieszy moje oczy, zdobiąc ścianę. Jako jeden z nielicznych doczekał nawet oprawy :-)



Aida Rustico 18 i ulubiony kolor DMC 115

* * *
Marina - dziękuję :-)
Kasiu - dziękuję :-) Brak miejsca jest strasznie deprymujący, zwłaszcza gdy człek się rozłoży z niezbędnymi materiałami do aktualnie wykonywanej pracy. Wtedy okazuje się, że przy stole nie można zjeść obiadu a w kuchni na podłodze pędy winorośli podstępnie się rozrosły ;-)

07 stycznia 2013

Dzikie wino

Przyznać się muszę, że przechodziłam obok niego obojętnie... Owszem zachwycał, zwłaszcza jesienią, przepięknym kolorami, które wywoływały żywsze bicie serca. Jednakże na podziwianiu się kończyło.
Przyszedł jednak czas by zrewidować swoje poglądy. Nachodziwszy się po sklepach typu nanu-nana, home&you przed Świętami, naoglądałam się dość wianków, serc, choinek by zapałać koniecznością posiadania takowego jakże niezbędnego przedmiotu. Wszystko było extra dopóki wnikliwym okiem nie zaczęłam studiować metek do owych artykułów przyczepionych. Tu z lekka dech mi zaparło i z osłupieniem wpatrywałam się w co niektóre nawet trzy cyfrowe ceny! Zdrowy rozsądek stłumił chęć zakupu...ale nie chęć posiadania. Wracając pewnego dnia z IKEI, mam do niej bliziutko, oczywiście drogą na skróty (tj. krzaczory, działki) dzikie wino samo weszło mi pod buty! A ja z zachwytem wpatrując się w jego pędy, już widziałam te upragnione wianki.
I mam wianki, serca, nawet gwiazdkę i upragnioną choinkę. Ta ostatnia  troszkę krzywa i nierówna (pędy nieco straciły elastyczność i dużo trudniej się wyginały) ale jest!! To w końcu prototyp!





Przyznać muszę, że malowane na biało bardziej mi się podobają. 
Już nie mogę się doczekać, kiedy znów będę mogła powyplatać kolejne cuda.
Choinki skradły mi serce :-)

* * *
Ulciu -  Bardzo Ci dziękuję za Twoje ciepłe słowa. Oby się spełniły, bo zmęczona okrutnie jestem.Ściskam. Adres jest na pasku bocznym :-)
Marina - Fakt, opamiętałam :-) Po cichutku marzę żeby mi to zostało! Kule jako drzewka są obłędne i robią furorę. W pracy zachwyceni, u rodziców to samo!
Susan - Tak, wiem, że nadzieją... tylko że ja chyba odwagę straciłam. Proszę Cię bardzo odgapiaj ile chcesz, tylko może naparstek załóż, bo te ukm płatki czasem ciężko się wbija i pokłute palce miałam :-)
Justyna - Tak, wiem. Nawet gdy mnie nie to jestem...cichym wiernym czytaczem :-)

* * *
Dziękuję

* * *

01 stycznia 2013

Kule łazienkowe

Siedzę przed monitorem, wpatrzona w klawiaturę, usiłuję umykające myśli w jakąś sensowną całość skleić.
Ciężko mi to idzie. Oj bardzo ciężko.
Obiecywałam, że już nie zniknę. Potem, że się odezwę.
Było jak widać a jak będzie tego nie wie nikt. Zwłaszcza ja sama..
Stary rok się skończył.
Szkoda, że nie da się go zamknąć jak książki i odłożyć na półkę. I jeśli książka kiepska to zapomnieć o niej w natłoku codzienności.
Nowe się zaczęło. Bać się czy cieszyć?




Tyle udało mi się zrobić, chociaż nie... jeszcze dzikie wino w ręce mi trafiło i ujarzmiłam je w postaci wianków, serc i nawet choinki. Zdjęcie muszę zrobić, bo pomimo, że mało foremna zadowolenie we mnie wywołuje.
* * *
Dziękuję, że jesteście. Dobijacie się, upominacie, wspieracie i pamiętacie o mnie.
Dziękuję za przyznane wyróżnienia :-) potraktuję je jako motywacje do działania.
Pozdrawiam :-)

26 grudnia 2011

Szopka

Święta jeszcze trwają.
Życzę Wam aby jeszcze długo trwały, aby życzliwość, miłość i dobroć jakiej doświadczacie były z Wami każdego dnia.

* * * * *

Mojego Dziadzia nie ma z nami od 13 lat, ale o ile dobrze pamiętam to gdy byłam mała też już nie chodził kolędować. Co roku w Wigilię podczas śpiewania kolęd i pastorałek lubił wspominać jak to kiedyś było. Była ich spora grupa, mieli stroje, przebierali się za trzech króli, Maryję, Józefa, Turonia, Heroda, Śmierć i chodzili po domach z własnym przedstawieniem. Nieodłącznym przedmiotem, który im towarzyszył podczas kolędy była szopka. Szopka własnoręcznie wykonana przez Dziadzia. Nie zachowała się pierwsza, ta którą chcę Wam pokazać powstała w latach 50 a co najmniej 30 przeleżała na strychu u Babci by w tym roku ujrzeć światło dzienne. Miałam bardzo ambitne plany, by w te Święta odmalowana, na nowo przystrojona cieszyła nasze oczy i serca. Niestety nie udało mi się zrealizować tego marzenia, ale może w przyszłym roku...
Szopka jest dosyć duża ma około 80 cm szerokości i metr wysokości.  Wykonana jest z desek, pilśni, wieżyczki - to listewki oklejone bibułą. Okienka wycięte w pilśni również były przysłonięte bibułą.
Przez te wycięte drzwiczki Dziadziu wstawiał świeczki. Znalazłam tam ich wypalone resztki :-)  Sznurki, które widać miały specjalne zadanie. Dzięki nim szopkę można było nieść na plecach.
Jak widać ozdobiona była sreberkami i opakowaniami z czekolady Wawelu, bibułą, watą... materiałami w miarę łatwo dostępnymi... To było zapewne, któreś z kolei przebranie, zdejmując kolejne warstwy bibuł i sreberek dotarłam do warstwy pierwotnej.
Zastanawiam się czy szopkę odmalować czy raczej obkleić papierami. Chciałabym ją odnowić w kolorach białym, srebrzystym, może granatowym. Mam dylemat i w sumie nie wiem od czego zacząć.
Może Wy macie jakieś pomysły?